W świetle szerzącej się ideologii feministycznej, której główną rolą jest „odkobiecenie” kobiet, choćby przez takie oto światłe sukcesy, jak umożliwienie im pracy w kopalni pod ziemią, chciałbym dać tej propagandzie stanowczy odpór i ten wpis poświęcić Wam drogie Panie, i podzielić się kilkoma refleksjami o kobietach i kobiecości takiej, jaka wynika z Bożego planu stworzenia.
 
Zanim jednak do tego przejdę, najpierw nakreślę tak zwany obraz sytuacyjny. Oto mamy sytuację, gdy cały świat jest stworzony. Wszystkie rośliny, zwierzęta oraz człowiek, mężczyzna. Jakiż on jednak biedny jest. Błąka się po tym świecie. Nie ma się nawet do kogo odezwać. Jego pomysłowość jest w zasadzie szczątkowa. Zdolności kreatywne także. Każde zwierzę nazywa on tak samo: „istota żywa”. Jest jakiś taki osowiały, smutny. I wtedy Bóg lituje się nad tym biedaczyną i mówi: „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc” (Rdz 2, 18).
 
Tu chciałbym się na moment zatrzymać i wtrącić małą anegdotkę. Nie jest to oczywiście napisane w Biblii, ale wiele osób twierdzi, że tak było naprawdę i prawdziwy powód stworzenia kobiety był jednak zgoła inny. Otóż gdy Bóg stworzył mężczyznę, to popatrzył na swoje dzieło, na tego pierwszego przedstawiciela gatunku homo sapiens, zadumał się i stwierdził: stać mnie na coś lepszego!!!! I wtedy stworzył kobietę:-))))
 
Wróćmy jednak do naszej historii. Bóg lituje się więc nad tą chłopiną, wprowadza go w stan głębokiego snu i w tej narkozie, posługując się żebrem Adama stwarza kobietę. Również co do tej formy stworzenia kobiety, a ściślej, odnośnie użycia narkozy, również krąży anegdota. Mianowicie Bóg miał prosić po dobroci Adama, by ten dał mu żebro. Adam nieugięty nie chciał po dobroci dać tego żebra, więc Bóg pyta go. „Adamie, dlaczego nie chcesz dać żebra?” A Adam na to: „bo mam złe przeczucia”. My jednak odrzucamy tę anegdotę jako z pewnością fałszywą i najprawdopodobniej sfabrykowaną przez męskich szowinistów.
Tak więc Bóg stwarza kobietę i cóż się wtedy dzieje??? Ten sam chłop, który chodził po tym świecie jakiś taki smutny i bez polotu, na raz dostaje, jak byśmy to dziś powiedzieli, „POWERA”. Wydaje z siebie okrzyk zachwytu. Zachwyca się, bo zobaczył piękno w czystej postaci. Piękno, jakiego dotąd nie oglądał. Pod wypływem tego piękna mężczyzna zaczyna działać. Piękno to inspiruje go do podejmowania nowych wyzwań. I tak jest po dziś dzień. Kobiety zmieniają świat swoim pięknem!!!Dlatego tak podejrzanym okiem patrzymy na te nieliczne w historii sztuki obrazy aktów mężczyzn. Natomiast z drugiej strony mamy niezliczoną liczbę obrazów opiewających piękno kobiety.
 
Sama zaś kobieta, Ewa, jest koroną stworzenia. Jest zwieńczeniem bożego dzieła stwarzania świata, jako byt najdoskonalszy. I to jest właśnie istota kobiecości. Być piękną. Przede wszystkim piękną na sercu. Mieć to poczucie piękności. Poczucie, które nadaje kobiecie, dziewczynce jej ojciec. Ewie poczucie to nadał sam Bóg. Dlatego szczęśliwe są te kobiety, którym ojcowie to poczucie piękna zaszczepili.
Natomiast wszystkie feministki, za przeproszeniem bredzące o parytetach, równouprawnieniu do granic absurdu, śmiem twierdzić tego poczucia piękna nie mają.
Oczywiście to, że kobieta jest koroną stworzenia, a więc bytem najdoskonalszym, ma też i swoje dodatkowe uroki. Jako byt najdoskonalszy, jest również bytem najbardziej skomplikowanym w swojej osobowości i psychice. Dlatego tak trudno mężczyzną kobietę zrozumieć. Tym jednak ciekawsze te relacje damsko – męskie są. Ale to już jest temat na osobną notkę.
 
Ja tymczasem chciałbym w tym miejscu życzyć wszystkim Paniom, by znalazły u swego boku mężczyznę, który będzie potrafił docenić i wydobyć ich piękno. Piękno nie tylko ciała, ale przede wszystkim serca i ducha.
A wszystkim parytetom i tym podobnym historiom, które uwłaczają pięknu kobiet, MÓWIMY STANOWCZE „NIE”!!!
 
 
P.s. Natchnienie czerpałem z książki Stasi i Johna Eldridge pod tytułem „Urzekająca”, której lekturę wszystkim, bez względu na płeć, polecam!!!!